Wielki powrót Isaka do Newcastle
Klasyczny mecz otwierający sezon Premier League przychodzi rok po wybuchowej deklaracji szwedzkiego napastnika, który stwierdził, że jego relacja z Newcastle "nie może trwać dalej" z powodu niedotrzymanych obietnic i utraty zaufania. Mija kolejny rok, a kariera Isaka w Liverpoolu wciąż nie nabrała właściwego rozpędu.
Isak nie wystąpił w tym spotkaniu w poprzednim sezonie, choć jego cień był nad nim wyraźnie obecny. Niektórzy powiedzieliby, że prawdziwy Isak wciąż nie wrócił. Trzy gole w Premier League dla Liverpoolu w ubiegłym sezonie ledwie tłumaczyły, dlaczego klub zdecydował się zapłacić za niego 130 milionów funtów.
Bez odpowiedniego okresu przygotowawczego pojawił się na Anfield nie w pełni gotowy fizycznie, co utrudniło mu dobry start. Złamana kość strzałkowa w grudniu pozbawiła go szansy na złapanie rytmu, którego napastnicy tak bardzo potrzebują. Jest jednak powód, dla którego zapłacono za niego tak ogromną kwotę.
Niechęć, z jaką Isak zostanie przyjęty, odzwierciedla poczucie zdrady wśród kibiców z Gallowgate End i nie tylko, ale ma też związek z jego dorobkiem. W dwóch ostatnich sezonach w Newcastle więcej goli w Premier League strzelili tylko Erling Haaland i Mohamed Salah.
To właśnie on strzelił gola, który ostatecznie dał Newcastle zwycięstwo — i to przeciwko Liverpoolowi — kończąc 56-letnie oczekiwanie klubu na trofeum. Elegancki i smukły, nie przypomina typowego bożyszcza trybun, ale jego chłodne i precyzyjne wykończenie z praktycznie każdej pozycji sprawiło, że szybko stał się ulubieńcem kibiców.
Nie ma większego sensu po raz kolejny roztrząsać wydarzeń z minionego lata, ale jedno jest jasne: pierwszy rok Isaka w koszulce Liverpoolu został w dużej mierze zmarnowany. Kibice zdecydowanie zbyt rzadko oglądali charakterystyczne wykończenia z pierwszej piłki Isaka - widzieli raczej zawodnika, który sunąc po murawie, zawsze sprawia wrażenie, jakby miał mnóstwo czasu na podjęcie decyzji.
Dla Isaka, który w przyszłym miesiącu skończy 27 lat, musi się to zmienić. Właśnie dlatego spotkanie pełne znaczeń tak naprawdę mówi więcej o przyszłości niż o przeszłości. Stąd pytanie - czy rok po rekordowym transferze Isak wciąż może stać się zawodnikiem, którego Liverpoolowi myślał, że kupuje?
Na początku okresu przygotowawczego nowy trener Liverpoolu, Andoni Iraola, powiedział: "Myślę, że na Mistrzostwach Świata prezentował się dobrze. Będzie miał trzy lub cztery tygodnie porządnych treningów. Mam nadzieję, że uda nam się odpowiednio go przygotować, ponieważ w tym sezonie będzie dla nas niezwykle ważny."
W przeciwieństwie do wielu innych zawodników, dla których zmęczenie może być powodem do obaw, udział Isaka w Mistrzostwach Świata powinien mu pomóc, a nie przeszkodzić. Pojawiły się już pewne pozytywne sygnały. Strzelił gola przeciwko Monaco. W spotkaniu z Como trzeba było jednak przyjrzeć mu się nieco uważniej, by je dostrzec.
Jego najlepszy moment przyszedł już na początku spotkania. Isak spokojnie uderzył z kąta, znakomicie trafiając w piłkę i posyłając ją w słupek. To było wykończenie bez najmniejszego wysiłku — Isak w swoim najlepszym wydaniu: precyzja ponad siłę, uderzenie, po którym można się zastanawiać, jakim cudem bramkarz został pokonany.
Co bardziej interesujące, można było również dostrzec jeden czy dwa przypadki, w których odzyskiwał piłkę wysoko na boisku. W 14. minucie przejął ją po odbiorze, ale Florian Wirtz nie zdołał wykorzystać okazji. Taki pressing jest jednym z elementów, których wymaga Iraola, a Isak musi stosować go częściej.
– Proszę ich, żeby robili pewne rzeczy trochę inaczej, szczególnie bez piłki i myślę, że próbują to robić – powiedział trener Liverpoolu po spotkaniu z Como. Sam Isak mówił o tym po meczu z Monaco. – Wszyscy ciężko pracujemy, żeby to zaczęło działać.
O jego powodzeniu najprawdopodobniej zdecydują wymagania fizyczne, a nie kwestie techniczne czy taktyczne. Dla przykładu, w ubiegłym sezonie Isak po raz czwarty z rzędu strzelił więcej goli, niż wynikało z jego współczynnika oczekiwanych bramek. Wciąż jest znakomitym egzekutorem.
Kiedy Arne Slot narzekał na nieskuteczność zespołu, problem Isaka polegał na tym, że nie dochodził do sytuacji bramkowych. To właśnie dlatego jego skuteczność strzelecka w ubiegłym sezonie była najniższa od momentu przyjazdu do angielskiego futbolu.
Ponownie najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem są kwestie fizyczne. W ubiegłym sezonie Isak osiągał niższą prędkość maksymalną. Odzyskanie tego błysku jest kluczowe. W szóstej minucie spotkania z Como kibice nagrodzili go brawami, gdy ruszył w pościg za piłką prawym korytarzem, ale nie zdołał jej dogonić.
Wirtz po meczu z Monaco mówił o pracy nad wzajemnym zrozumieniem po tym, jak obaj strzelili gole. W weekend ich współpraca nie układała się już tak dobrze. Najlepsza akcja tej dwójki miała miejsce na początku drugiej połowy, gdy Isak po podaniu niemieckiego pomocnika uderzył wyraźnie obok bramki.
Były też inne momenty, w których niewiele brakowało. Isak po 70 sekundach zawahał się na skraju pola karnego i szansa przepadła. Cody Gakpo znakomicie wbiegł między dwóch rywali, ale Isak źle przyjął piłkę. Były też jęki zawodu, gdy nie odczytał zamiaru Dominika Szoboszlaia, który przepuścił piłkę.
To zatem pewne wskazówki i obiecujące sygnały, ale jeszcze nie niepodważalny dowód na to, że Isak jest w pełni gotowy i może znów zacząć strzelać seryjnie. Nie jest jeszcze zawodnikiem, którego Liverpool kupował — pewniakiem, maszyną do zdobywania bramek, graczem robiącym różnicę. Kiedy w niedzielne popołudnie wybiegnie na murawę St James' Park, będzie miał doskonałą okazję, by to pokazać.
Adam Bate

Komentarze (5)