IPS
Ipswich Town
Premier League
04.09.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 7

Liverpool potrzebuje czegoś więcej niż transferu Barcoli

Artykuł z cyklu Artykuły


Cierpliwość Liverpoolu opłaciła się w staraniach o Bradleya Barcolę.

Po tym, jak na początku lata działacze z Anfield zlekceważyli wycenę Francuza przez Paris Saint-Germain na 145 milionów funtów (196 mln dolarów), postanowili przeczekać i nie spieszyć się z kolejnymi ruchami.

Reprezentant Francji był zdeterminowany, by przenieść się na Merseyside, sfrustrowany swoją pozycją w hierarchii PSG, więc Liverpool był przekonany, że z czasem cena spadnie. Ich podejście przyniosło efekt — ostatecznie udało się dopiąć transfer za 106 milionów funtów, a kwota ta może wzrosnąć do 123 mln wraz z bonusami.

Nowy trener Andoni Iraola chce, by jego skrzydłowi byli "game changerami", a dwukrotny triumfator Ligi Mistrzów wniesie do ofensywy Liverpoolu potężny zastrzyk szybkości i jakości. 28-krotny reprezentant Francji, który w przyszłym tygodniu skończy 24 lata, ma dziś (w niedzielę) przejść testy medyczne i zostanie drugim najdroższym piłkarzem w historii klubu.

Pozyskanie Barcoli to duży sukces, ale jeśli przed wtorkowym zamknięciem okna transferowego nie dojdzie do kolejnych transferów, wśród kibiców zamiast ekscytacji może zapanować niepokój.

Nikt, kto w sobotę opuszczał Anfield po remisie 2:2 z Nottingham Forest, nie mógł myśleć, że Iraola potrzebuje jedynie odrobiny gwiazdorskiego blasku na lewym skrzydle, by jego zespół wreszcie zaczął funkcjonować tak, jak należy. Dwa pierwsze mecze sezonu były bowiem chaotyczne i dalekie od przekonujących, a Liverpool zdobył w nich zaledwie dwa z możliwych sześciu punktów.

Kibice gospodarzy opuszczali więc stadion raczej z obawami o problemy, które wciąż trapią zespół w innych sektorach boiska.

Drugi weekend z rzędu Liverpool miał problemy na bokach obrony.

Wymowny był fakt, że w ostatnim kwadransie Iraola zdjął z boiska zarówno Milosa Kerkeza, jak i Jeremie'ego Frimponga, szukając dodatkowego impulsu. Baskijski trener był wyraźnie poirytowany tym, że w 70. minucie, gdy Morgan Gibbs-White dał Forest prowadzenie 2:1 po mocno kontrowersyjnym rzucie karnym, obaj wciąż przebywali na murawie.

- Chciałem przeprowadzić zmiany jakieś trzy minuty wcześniej - powiedział Iraola dziennikarzom po meczu.  

- Piłka kilka razy wychodziła poza boisko, a mimo to nadal nie wiem, dlaczego nie mogliśmy ich dokonać. Czwarty sędzia miał jakiś problem z tablicą czy czymś takim.

Alisson był wściekły, że sędzia podyktował rzut karny po jego wyjściu do Neco Williamsa, byłego zawodnika Liverpoolu. Walijczyk zdążył już zagrać piłkę w bok, zanim Brazylijczyk lekko go dotknął. Do całej sytuacji w ogóle jednak nie powinno dojść, gdyby Frimpong ruszył za Walijczykiem, który po szybko wykonanym wrzucie pobiegł za linię obrony.

Według danych Opta ani Kerkez, ani Frimpong nie posłali ani jednego celnego dośrodkowania na sześć prób, które podjęli łącznie. Nic dziwnego, że Alexander Isak przez całe popołudnie miał zaledwie 14 kontaktów z piłką.

Szwedzki napastnik, który w 60. minucie doprowadził do pierwszego wyrównania dla Liverpoolu, musiał liczyć na Cody'ego Gakpo, który posłał precyzyjne dośrodkowanie, pozwalając mu otworzyć konto bramkowe w tym sezonie prostym wykończeniem przy dalszym słupku. Przez większość spotkania Isak był jednak odcięty od podań.

Po letnim odejściu Andy'ego Robertsona wewnątrz klubu panowało przekonanie, że po niejednoznacznym debiutanckim sezonie 2024/25 Kerkez jest gotowy, by prezentować równą formę znacznie częściej. Na razie jednak nic z tego nie wyszło.

Jeśli postawienie na Kostasa Tsimikasa w roli zmiennika Węgra miało sens, biorąc pod uwagę ważniejsze potrzeby, które Liverpool musiał tego lata zaadresować, to znacznie trudniej zrozumieć brak transferu prawego obrońcy. Przy braku wciąż leczącego długoterminową kontuzję kolana Conora Bradleya Liverpool jest mocno uzależniony od Frimponga, ale jak dotąd Holender jest słabym ogniwem zespołu, a rywale coraz częściej starają się wykorzystywać jego obecność na boisku.

Sobotni mecz niewiele też zrobił, by uciszyć nawoływania do wzmocnienia przez Liverpool środka pola przed wtorkowym zamknięciem okna transferowego o 23:00 czasu brytyjskiego. Posadzenie Ryana Gravenbercha na ławce i powrót do podstawowego składu Alexisa Mac Allistera nie rozwiązały szybko problemów, które były widoczne sześć dni wcześniej na wyjeździe z Newcastle United.

Mac Allister zbyt łatwo dał się przepchnąć Igorowi Jesusowi przy akcji, po której Dan Ndoye otworzył wynik w połowie pierwszej połowy. Liverpool dał się wówczas zaskoczyć prostym dalekim wybiciem po próbie złapania rywali na spalonym.

Dominik Szoboszlai wielokrotnie wpadał w kłopoty i łatwo tracił piłkę, przez co musiał mierzyć się z gniewem kibiców zgromadzonych na Anfield. Sytuacja wyglądała lepiej w końcówce, gdy kapitan reprezentacji Węgier został przesunięty na prawą obronę, a z ławki wszedł Trey Nyoni i dał drużynie sporo energii. W przeciwieństwie do niektórych bardziej doświadczonych kolegów nastolatek potrafi wyczuć zagrożenie, a jego gra pozycyjna stoi na bardzo wysokim poziomie.

Trudno było dostrzec w tym wszystkim wiele z pozytywnej atmosfery i optymizmu, które zwykle towarzyszą początkowi nowej ery.

Atmosfera podczas południowego meczu była senna, a na trybunach dało się wyczuć niepokój, gdy po raz kolejny ujawniły się te same słabości, które w poprzednim sezonie regularnie kosztowały Liverpool punkty pod wodzą Arne Slota.

Gospodarze od początku mieli problemy, a Iraola określił ich postawę w pierwszej połowie jako "słabą". Po meczu powiedział dziennikarzom:

- To, co robimy bez piłki, ma ogromny wpływ na naszą grę w posiadaniu.

- W pierwszej połowie byliśmy bez piłki zbyt pasywni i zostawialiśmy między sobą zbyt dużo miejsca. W drugiej połowie byliśmy znacznie bardziej intensywni, szybciej operowaliśmy piłką. Będąc bliżej rywala, masz większą szansę wygrywać pojedynki. To jednak nie wystarczyło, by wygrać mecz i jestem sfrustrowany. Remis u siebie to nie jest dobry wynik. Myślę, że winę musimy zrzucić na pierwszą połowę.

Liverpool był o krok od porażki w pierwszym domowym meczu ligowym sezonu po raz pierwszy od sezonu 2003/04, kiedy prowadzona przez Claudio Ranieriego Chelsea wygrała na Anfield 2:1. Forest byli z kolei blisko trzeciego zwycięstwa z rzędu na Anfield, czego w historii klubu jeszcze nigdy nie udało im się osiągnąć.

Do tego jednak nie doszło za sprawą zdecydowanego wykończenia Victora Munoza, który na osiem minut przed końcem regulaminowego czasu gry trafił przed trybuną Kop. Młody Hiszpan wcześniej zmarnował łatwiejszą okazję, ale po przeniesieniu z lewego skrzydła na prawe prezentował się znacznie lepiej.

Gakpo, który rozpoczął mecz właśnie na prawej stronie, jest coraz bliżej odejścia przed zamknięciem okna transferowego, ponieważ zdecydował, że chce dołączyć do Manchesteru City. Zainteresowanie nim wykazuje również Tottenham Hotspur. Rozmowy wciąż trwają, ale Liverpool zgodzi się na jego sprzedaż tylko wtedy, gdy wcześniej sprowadzi innego skrzydłowego. Niezależnie od wszystkiego pozbycie się Gakpo wydaje się błędem, biorąc pod uwagę, jak dobrze rozpoczął sezon.

Na słowa uznania zasługuje Florian Wirtz, który odpowiedział na krytykę po meczu z Newcastle znacznie bardziej wpływowym występem. Niemiec miał pecha, bo jego gol został anulowany przez VAR po tym, jak Frimpong znalazł się na spalonym, ale to właśnie Wirtz podał do Gakpo przy akcji zakończonej golem Isaka, a później asystował przy trafieniu Munoza.

Iraola ma nad czym pracować, ale choć Liverpool wciąż nie prowadził w żadnym z meczów Premier League w tym sezonie, jest jeden istotny powód do optymizmu: trener zaszczepił w zespole odporność, której brakowało w sezonie 2025/26, kiedy drużyna Slota zbyt często załamywała się w obliczu przeciwności.

Liverpool cztery razy przegrywał w tych dwóch pierwszych meczach sezonu i za każdym razem potrafił doprowadzić do wyrównania. W całym poprzednim sezonie zdobył zaledwie pięć punktów w spotkaniach, w których jako pierwszy tracił bramkę.

Jest więc na czym budować, ale bardzo wiele zależy od tego, czy w środowy poranek Iraola będzie miał do dyspozycji kadrę w pełni przygotowaną na wyzwania, które czekają ją w kolejnych miesiącach.

James Pearce



Autor: Bartolino
Data publikacji: 30.08.2026