Nowy sezon rusza już za kilka (…)">
IPS
Ipswich Town
Premier League
04.09.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 7

Specjalnie dla LFC.pl! Eksperci o Iraoli, sezonie, transferach!

Artykuł z cyklu Artykuły


Nowy sezon rusza już za kilka dni. Tradycyjnie od kilku sezonów starałem się zebrać jak najwięcej różnych punktów widzenia na nasz klub. Sytuacja jest taka, że w ciągu trzech sezonów, kiedy eksperci wypowiadają się na temat Liverpoolu, w klubie było trzech menadżerów. Klopp, dwa razy Slot i obecnie Iraola. Kiedy wydawałoby się, że nie ma o czym mówić los sprawił, że fanów The Reds czeka kolejna rewolucja. Opinie o niej możecie przeczytać poniżej. Miłej lektury, która mam nadzieję umili wam wyczekiwanie na nowy sezon Premier League. Może to właśnie ten sezon?


Czego powinno się bardziej oczekiwać? Arsenalu broniącego mistrzostwa czy Liverpoolu uczestniczącego w tym wyścigu…


Logika wskazuje, że dużo bardziej prawdopodobne jest kolejne mistrzostwo Arsenalu niż walka o tytuł Liverpoolu. Arsenal jest w spokojniejszym i stabilniejszym momencie jako organizacja. Towarzyszy mu dużo mniej znaków zapytania. Drużyna na ten moment się wyraźnie nie osłabiła, a raczej wzmocniła. Z istotnych zawodników odszedł tylko Trossard, ale Tzolis jako jego następca wygląda obiecująco. 



– Oczywiście dużym wyzwaniem będzie zastąpienie na długie miesiące kontuzjowanego Saliby i oczekiwanie na powrót do pełni formy Rice'a, ale to i tak mało w porównaniu do kłopotów Liverpoolu: słabo obsadzona obrona (zwłaszcza środek i prawa strona), niepewna forma kilku pomocników, brak następcy dla Salaha, kontuzja Ekitike. A to wszystko przy nowym trenerze, który wcześniej nie łączył gry w lidze z europejskimi pucharami. Andoni Iraola to ekscytujący wybór, ale pierwszy sezon na Anfield może być dla niego dużym wyzwaniem. Do tego zmiany w pionie sportowym i strukturze właścicielskiej. To, jak będzie wyglądał Liverpool w najbliższych miesiącach, to jedna z największych zagadek tego bardzo ciekawie się zapowiadającego sezonu.
Radosław Przybysz, Meczyki.pl




Co będzie największym wyzwaniem Iraoli w nadchodzącym sezonie...

– Największym wyzwaniem dla Iraoli będzie zmierzenie się z inną skalą oczekiwań w wielkim klubie. Możemy oczywiście rozmawiać o problemach w defensywie, Wirtzu, Isaku, kwestii zastąpienia Mohameda Salaha w wymiarze krótko — i długofalowym, ale przede wszystkim nowy menedżer Liverpoolu jeszcze nigdy nie pracował w takich warunkach. Czym innym jest robienie wyników ponad stan z klubami pokroju Rayo czy Bournemouth — nawet jeśli to praca w czołowych ligach — a czym innym jest przejęcie klubu, gdzie trzy porażki z rzędu to powód do bicia na alarm i ogłaszania kryzysu. 



– Owszem, styl gry preferowany przez Iraolę łatwiej przeszczepić do drużyny, która do większości meczów podchodzi w roli faworyta niż miałoby to miejsce, gdyby przychodził trener nastawiony na defensywę i kontry. Niedawna historia Premier League podsuwa nam kilka przykładów, gdzie to zupełnie nie wyszło. Pod tym względem Iraola może więc odnieść sukces. Tak czy inaczej, to wciąż młody, 44-letni trener, który jak dotąd pracował w mniejszych klubach, gdzie w ciszy i w spokoju rozwijał styl, piłkarzy i dostał czas. Jego Bournemouth nas zachwycało, wydawało się, że pokazuje więcej, niż sugerowałaby suma składowych na boisku, jednak trzeba pamiętać, że zajęło mu to trochę czasu. W pierwszym sezonie zaczął od dziewięciu kolejek bez zwycięstwa. Po jedenastu miał w dorobku sześć punktów. Gdyby równie mocno pod górkę miał na starcie w Liverpoolu, to pewnie nie dotrwałby na stanowisku do listopadowej przerwy kadrowej. 



– Oczywiście na Anfield dostanie lepszych piłkarzy, dla których też intensywna gra oparta na pressingu i świetnym wybieganiu nie jest niczym nowym, ale już słychać, że Iraola narzeka, że jego gracze mają pod tym względem zaległości. To może sugerować, że minie trochę czasu, nim zobaczymy The Reds w 100% według jego wizji i pomysłu. Kolejna kwestia, która się z tym wiąże, to relacje z szatnią i mediami. W dzisiejszych czasach praca menedżera w klubie Big Six to nie tylko konieczność wygrywania, ale też zarządzanie ego i pełnienie funkcji niejako ambasadora klubu. Dla Iraoli to też będzie zupełna nowość, kiedy zorientuje się, że każde wypowiedziane przez niego zdanie może żyć później przez długie dni na nagłówkach portali i w dyskusji w mediach społecznościowych.

– Ogółem rzecz biorąc byłem zwolennikiem tego zatrudnienia przez Liverpool, ale nie ulega wątpliwości, że dla Iraoli to skok na głęboką wodę. I to moim zdaniem wyzwanie większe niż ułożenie gry w obronie, odblokowanie Floriana Wirtza, Alexandra Isaka i inne podobne sprawy. W tej kwestii Iraola jest niewiadomą. Michał Gutka, Canal +




Czy Liverpool ma w kadrze piłkarzy, którzy z miejsca mogą stać się gwiazdami, z wyłączeniem Rio…


– To pytanie jest trudniejsze, niż może się wydawać. Jeśli wyłączymy Rio Ngumohę, trzeba się zastanowić, czy w obecnej kadrze Liverpoolu jest zawodnik, który może z miejsca wejść na poziom gwiazdy. Nie chodzi o to, kto kiedyś może zrobić dużą karierę, ale kto już teraz ma podstawy, żeby wykonać bardzo wyraźny krok do przodu. I tutaj lista nie jest długa.

– Florian Wirtz oczywiście ma wszystko, żeby być jedną z najważniejszych postaci tego zespołu, ale jego sytuacja jest trochę inna. Większość osób, które regularnie oglądały go w Bundeslidze, liczyła na to, że Liverpool kupuje zawodnika, który w perspektywie trzech czy czterech lat będzie w ścisłej czołówce piłkarzy w Europie. Dzisiaj jeszcze tego nie wiemy. Ma 23 lata, za sobą słabszy sezon i ogromną cenę transferową, dlatego oczekiwania wobec niego są bardzo wysokie. Nie chodzi już tylko o to, żeby był dobrym zawodnikiem. Przy takich możliwościach powinien być jednym z liderów Liverpoolu. W jego przypadku nie zastanawiamy się więc, czy może stać się gwiazdą. On musi zrobić ten krok. Jeśli tego nie zrobi, bardzo szybko zacznie być oceniany przez pryzmat kwoty transferu, a wtedy zamiast rozmowy o przyszłej gwieździe pojawi się temat transferowego rozczarowania.

– Szoboszlai również odpada z tej dyskusji. Jest kluczowym zawodnikiem Liverpoolu i trudno przedstawiać go jako kogoś, kto dopiero może wystrzelić. Można oczekiwać od niego jeszcze większej regularności i wpływu na grę, ale to już kwestia kolejnego kroku, a nie odkrywania zawodnika na nowo.

– Ciekawym przypadkiem jest Milos Kerkez. Byłem wielkim zwolennikiem tego transferu i nadal nim jestem, choć jego pierwszy sezon miał sporo słabszych momentów. Były przebłyski, które pokazywały, dlaczego Liverpool się nim zainteresował, ale nie była to jeszcze regularność, jakiej można oczekiwać. Nadal czekam na pełnię jego możliwości. Czy będzie gwiazdą? Nie wiem. Nie ma sensu dzisiaj tego przesądzać. Bardzo chciałbym jednak zobaczyć go w Liverpoolu na takim poziomie, na jaki moim zdaniem go stać.



– Kiedyś podobnie patrzyłem na Curtisa Jonesa i Harveya Elliotta. W obu przypadkach wydawało mi się, że mogą wejść na poziom, który pozwoli im zostać jednymi z najważniejszych zawodników Liverpoolu. Dzisiaj chyba trzeba po prostu przyznać, że nie każdy piłkarz, który ma talent i dobrze zapowiada się jako młody zawodnik, ostatecznie zostaje gwiazdą. Czasami rozwój zatrzymuje się na poziomie bardzo dobrego zawodnika i nie musi to oznaczać, że ktoś zawiódł. Po prostu nie każdy robi ten ostatni krok.

– Z młodszych zawodników nie robiłbym natomiast na siłę wielkiej historii z Treyem Nyonim. To ciekawy piłkarz i warto go obserwować, ale na tym etapie jest zdecydowanie więcej pytań niż odpowiedzi. Potencjał może być duży, lecz najpierw musi dostać odpowiednią liczbę minut i pokazać, co potrafi na poważnym poziomie. Nie ma potrzeby już teraz robić z niego przyszłej gwiazdy.

– Jeśli miałbym jednak wskazać zawodnika, na którego osobiście najbardziej liczę w kontekście wykonania takiego kroku, byłby to Ryan Gravenberch. Mam wrażenie, że w nim wciąż jest naprawdę dużo niewykorzystanego potencjału. Ma 24 lata i to dobry moment, żeby zacząć przekładać swoje możliwości na regularną grę na wyższym poziomie. Nie oczekuję, że nagle zostanie najlepszym pomocnikiem ligi. Chciałbym po prostu zobaczyć wyraźny krok do przodu i zawodnika, który stanie się jedną z ważniejszych postaci Liverpoolu. Na niego naprawdę liczę.



– Ciekawi mnie również, co wydarzy się z dwoma nowymi, młodymi obrońcami. Tutaj oczekiwania mam trochę inne. Nie zakładam, że od pierwszych tygodni będą gwiazdami. Liczę przede wszystkim na ich rozwój. Gra u boku Virgila van Dijka i Araujo może być dla nich bardzo dobrym środowiskiem do nauki i zdobywania doświadczenia. Czy któryś z nich kiedyś zostanie gwiazdą? Tego dziś po prostu nie wiemy. Na razie chciałbym zobaczyć, że są w stanie zrobić kolejne kroki i na stałe wejść do zespołu.

– Dlatego moja odpowiedź jest dość prosta. Poza Rio nie widzę w tej kadrze zawodnika, o którym można dziś powiedzieć, że jest pewnym kandydatem do natychmiastowego wejścia na poziom gwiazdy. Wirtz ma przed sobą zadanie, żeby potwierdzić klasę, którą pokazywał w Bundeslidze, Gravenberch ma według mnie potencjał, żeby zrobić duży krok, Kerkez wciąż ma coś do udowodnienia, a młodzi obrońcy i Nyoni dopiero muszą pokazać, ile naprawdę są warci.

– Ja najbardziej liczę na Gravenbercha, nadal wierzę w Kerkeza, chcę zobaczyć rozwój nowych obrońców, a Nyoniego po prostu spokojnie obserwować. Nie każdy młody, utalentowany piłkarz musi zostać gwiazdą. Liverpool już kilka razy pokazał, że sam talent nie wystarcza. Teraz zobaczymy, kto z obecnej kadry zrobi z niego coś więcej. Przemek Frąckowiak, LFC.pl



Czy Hiszpanizacja Iraoli będzie lepsza niż holenderyzacja Slota. Czy piłkarze jak Munoz i Iraujo mogą okazać się bardzo ważni w przyszłym sezonie...



– Wydaje mi się, że trochę pospieszyliśmy się mówiąc o „hiszpanizacji” Iraoli – na razie jedyny Hiszpan w składzie to Victor Muñoz i ściągnięcie go pod skrzydła Iraoli wcale nie musi oznaczać, że zostanie tym, kim dla Slota był Gakpo. Podzielam opinię większości, że jest to transfer raczej na ławkę rezerwowych i poszerzenie składu, a narodowość nie ma aż takiego znaczenia. Araujo za to jest faktycznie ściągany z ligi hiszpańskiej po to, by odegrał ważniejszą rolę w drużynie (w sytuacji, w jakiej znajduje się nasza obrona, nie ma czegoś takiego jak mało ważny zawodnik) – jednak jego styl gry pasował zawsze bardziej do angielskich boisk.

– Kibice Barcelony zgodnie twierdzą, że jeśli Araujo może się gdzieś odbudować, to właśnie w Premier League, gdzie największymi atutami są fizyczność i szybkość, zamiast myślenia i finezji. Sam Iraola również preferuje taki bezpośredni styl, oparty na wysokim pressingu, szybkim tempie gry, dużej liczbie sytuacji box to box. Właśnie to mało hiszpańskie rozwiązanie jawi się jako największa szansa dla Araujo. Oczywiście nie jest to lekarstwem na wszystkie jego problemy ani nie odpowiada na pytania, czy zawodnik ma już za sobą problemy ze zdrowiem psychicznym. Myślę jednak, że ten piłkarz będzie mieć większy wpływ na drużynę, niż Muñoz – już pod koniec zeszłego sezonu, gdy wiadomo było, że Salah i Robertson odchodzą, mówiło się o braku liderów i doświadczenia. Tego ostatniego Araujo akurat nie brakuje. Ma za sobą wiele sezonów gry o najwyższe trofea w Barcelonie i udowodnił, że posiada odpowiednie do tego umiejętności, problemem może być tylko głowa (jak u znanego nam innego urugwajskiego zawodnika...) Podczas gdy Muñoz to raczej melodia przyszłości, Araujo może z miejsca dać jakość drużynie... albo okazać się drugim Arthurem Melo. Ewa Wiatr, LFC.pl



Ocena polityki transferowej względem nadchodzącego sezonu…


– Często używamy sformułowania “nowy sezon, nowe nadzieje”, ale przed rozpoczęciem najbliższego bym użył innego “nowy sezon, te same obawy”. Dlaczego tak sądzę? Niestety nie podoba mi się polityka transferowa naszego LFC. Dobrze zarządzany klub jest przygotowany na odejście każdego piłkarza, mając przygotowane opcje szybkiego jego zastąpienia, lub nawet wyprzedzając tę sytuację transferem przychodzącym. W Liverpoolu tak nie jest. Niedługo minie 5 miesięcy od momentu gdy Mohamed Salah ogłosił publicznie swoje odejście z klubu, a nasz dział sportowy nadal nie pozyskał piłkarza który mógłby go w jakikolwiek sposób zastąpić. Innym problemem jest siła i szerokość kadry. 



– W poprzednich rozgrywkach brak jakościowych zmienników bardzo utrudniał Arne Slotowi stosowanie rotacji i właściwe gospodarowanie siłami najlepszych piłkarzy. Niestety władze klubu nie wyciągnęły wniosków i kadra - oprócz pozycji środkowego obrońcy i lewoskrzydłowego - jest jeszcze słabsza i węższa niż ta z którą zakończyliśmy rozgrywki na 5 miejscu. Do tego zanosi się na kolejne odejścia (Jones, Gakpo) a naszym głównym i bardzo drogim celem transferowym jest piłkarz (Barcola) grający na pozycji którą mamy dobrze obsadzoną i na której gra największy talent w klubie. Wszystkie te działania pokazują, że albo klub kompletnie nie był przygotowany do letniego okienka transferowego, albo w dziale sportowym pracują niekompetentni ludzie, którzy nie potrafią dopiąć potrzebnych transferów. 



– Zostały jeszcze dwa tygodnie by coś w tym temacie się zmieniło i liczę, że sytuacja kadrowa w klubie się poprawi, choć niestety mam obawy czy tak się stanie. Z tego też powodu mam wątpliwości czy nasz nowy trener będzie miał odpowiedni “materiał” piłkarski by wdrożyć swój styl gry i by wyniki Liverpoolu w nowym sezonie się poprawiły. Reasumując, uważam że niestety nasza kadra nie jest na tyle silna by w nadchodzących rozgrywkach Premier League walczyć o wyższą pozycję niż ta którą zajęliśmy ostatnio, choć bardzo chciałbym się mylić.

Mariusz Moński, retrofutbol.pl

Na co najbardziej będzie musiał uważać Iraola w przyszłym sezonie... 



– Myślę, że wszystkiego po trochu. Najbardziej zwróciłbym jednak uwagę na jakość kadry. Nie jest ona wystarczająco szeroka, aby być spokojnym o połączenie gry na kilku frontach. A przecież oczekiwania kibiców Liverpoolu w Premier League będą sięgały co najmniej wskoczenia na podium, a w Lidze Mistrzów dotarcia do fazy ćwierćfinału.

– Po odejściu Mohameda Salaha nadal nie pojawił się jakościowy prawoskrzydłowy, wartościowych zmienników nie mają również Jeremie Frimpong oraz Milos Kerkez na bokach obrony. Na środku obrony pojawili się Ronald Araujo oraz Jeremy Jacquet, ale obaj z różnych powodów są niewiadomymi. Pierwszy z nich ma za sobą dwuletni kryzys w Barcelonie, a drugi dopiero będzie zbierał doświadczenie w klubie takiego pokroju jak Liverpool. 

– Pytanie, też jak długo zajmie Iraoli zmiana nastawienia zespołu i "odgruzowanie" go po końcówce Arne Slota. The Reds mają prezentować zupełnie inny styl, oparty na pressingu, dobrym przygotowaniu fizycznym i właściwym zrozumieniu swojej pozycji na boisku we współpracy z kolegami. Zwłaszcza początki mogą być w tym względzie trudne.

Wojciech Piela, Weszło!




Czy od Isaka i Wirtza należy oczekiwać wszystkiego w przyszłym sezonie?

– Absolutnie. Liverpool kilka miesięcy po zdobyciu mistrzostwa Premier League dwukrotnie pobił angielski rekord transferowy w jedno lato i dokładnie rok temu wydawało się, że The Reds są na najlepszej drodze do zbudowania prawdziwej dynastii. Co stało się później, wiemy wszyscy. Arne Slota już nie ma na Anfield, więc Isakowi, a przede wszystkim Wirtzowi odebrano najważniejszą wymówkę. W wypadku Szweda poprzednią kampanię można tłumaczyć jeszcze złamaniem kostki i brakiem jakiegokolwiek przygotowania do sezonu przez trwająca do ostatnich godzin okna sagę transferową. Może i Wirtz trafił do nowej ligi, a zapłacona za niego kwota to ogromny bagaż oczekiwań, ale nie zmienia to faktu, że jego przyjście na Anfield jest do tej pory totalną klapą.

– Jeśli Isak nie strzeli 15-20 bramek w lidze, a Wirtz nie zanotuje dwucyfrowej liczby asyst i goli, to ich transfery okażą się totalną katastrofą dla Liverpoolu. Richard Hughes wydał ponad 200 milionów funtów, by zastąpić Mohameda Salaha, którego Slot bezceremonialnie wypchnął z Merseyside. Jeśli ta dwójka nie przejmie odpowiedzialności w ofensywie za niego, to przy takich cenach ciężko będzie nie nazwać ich jednymi z największych, jeśli nie największymi „flopami” w historii Premier League.
Jakub Schulz, Angielskie Espresso



Czy Liverpool potrzebuje dobrego drugiego bramkarza i czy kontuzja Alissona może zniszczyć sezon?

– Zbliża się jesień, a wraz z nią kolejny sezon z nieoptymalną sytuacją w bramce Liverpoolu. Kontrakt Alissona nie pozwala ze spokojem patrzeć w przód, tym bardziej że jego nominalny zastępca nie prezentuje najwyższych standardów (eufemistycznie rzecz ujmując). 

– Od Mamardashviliego wymagać trzeba. Miniony sezon pozostawił sporo do życzenia, a okres przygotowawczy przed tym nadchodzącym z pewnością wybitny nie był. Obecne są defekty w rozegraniu i rozumieniu przestrzeni, pojawią się z pewnością problemy pod presją rywali. Nie jest to bramkarz anonimowy, nie jest również najmłodszy. Krótko mówiąc — czas w obecnej sytuacji działa na jego niekorzyść. Dla niektórych zaznajomionych z kontraktową Alissona może wydawać się to paradoksalne. 



– W przypadku Gruzina również dochodzimy jednak do momentu przełomowego. Liverpool jest za duży, by wyrozumiale liczyć na przełom. Te czasy mamy w przypadku The Reds dawno są sobą. Jeżeli Mamardashvili nie zacznie regularniej prezentować topowego poziomu, trzeba będzie poszukać alternatyw. Wizja Liverpoolu bez Alissona jest coraz bliżej i choć zakładam, że Giorgi pozostanie na ten moment jego zastępcą, nie mam pewności czy na tym się w jego przypadku nie skończy. Czy Mamardashvili może faktycznie stać się „jedynką” na lata? Wątpię, ale definitywnie takiego scenariusza nie wykluczam. Wiele zależy od występów w nadchodzącym sezonie.
Adam Targowski, Piłkarzyki



Czy Iraola poradzi sobie z taką kadra (obecną) na wielu frontach skoro będzie to jego pierwszy raz?

– Myślę, że sobie poradzi. Gra w Premier League i krajowych pucharach (przecież dwóch, a nie w jednym jak w innych silnych ligach) z Bournemouth to niezła rozgrzewka do prowadzenia takiego zespołu jak Liverpool. Oczywiście obawiam się, że najsilniejsi w Anglii będą musieli zaraz tworzyć kadry jak kluby NFL, gdzie jest 40 głów do wykarmienia tysiącami funtów tygodniówki. To niekoniecznie mi się podoba, zżerający romantyczność piłki kapitalizm. Ale wracając do LFC... Klub tak mocno zaszalał zeszłego lata, że przy odpowiednim przygotowaniu powinien w końcu czerpać z tego więcej niż w zeszłym sezonie.

– Fani Liverpoolu muszą wymagać od Isaka dużo więcej goli, od Wirtza dużo więcej asyst, od Ekitike gry na podobnym poziomie sprzed kontuzji (jak wróci w pełni do gry i dyspozycji). I tak można wymieniać jeszcze kilka nazwisk. Świat znacząco nie przyspieszył od momentu, gdy Klopp ściągał tylko Seppa van der Berga, a potem po takim okienku w sposób spektakularny wygrał Premier League (i pechowo odpadł z Atletico w 1/8 finału UCL).

Michał Skiba, Canal+, SuperExpress



Czy TOP4 będzie sukcesem czy musi być obowiazkiem…



– TOP4 dla takiego klubu jak Liverpool to zawsze powinno być coś czego się wymaga, klub który po latach niebytu wskoczył znowu na poziom największych jako minimum powinien stawiać sobie awans do LM. Inna kwestia czy drużyna ma dzisiaj na tyle jakości żeby takie miejsce zająć. Braki w kadrze są widoczne, więc ten sezon może być trudny pod tym względem, ale moim zdaniem miejsce gwarantujące udział w LM to coś czego należy wymagać. Mati Michniewicz

Czy od ustabilizowania defensywy czy znalezienia recepty na zastąpienie zmęczonego Isaka będzie zależał sukces w przyszłym sezonie…

– Moim zdaniem zdecydowanie ważniejsze jest ustabilizowanie obrony. Nie oznacza to oczywiście, że Liverpool może pozwolić sobie na całkowite zignorowanie problemu z zastępstwem Isaka w razie potrzeby. Wręcz przeciwnie. Alex ma być centralną postacią zespołu Andoniego Iraoli, ale wiemy, że jego pierwszy sezon został mocno naznaczony kontuzjami. Ominął on całe lato przygotowań do sezonu, a już w jego trakcie doszła poważna kontuzja piszczela. Z tego powodu w Premier League Isak zdobył zaledwie trzy bramki, a we wszystkich rozgrywkach cztery. Zaniepokojenie kibiców kolejnymi urazami czy brakiem odpoczynku podczas jakiegoś bardziej intensywnego okresu jest w pełni zrozumiałe, ale brak klasycznego zmiennika niekoniecznie musi być problemem. Nieobecność jednego napastnika lub w ogóle brak napastnika nie musi i nie powinien automatycznie oznaczać utraty całego potencjału ofensywnego. 

– Odpowiedzialność za zdobywanie bramek może zostać rozłożona po zespole. Oczywiście żadnego z dostępnych zawodników nie można traktować jako bezpośredniego odpowiednika Isaka, ale nie powinien on też być nie do zastąpienia. Od wielu lat na „9” widujemy nie tylko klasycznych napastników i to często z bardzo dobrym skutkiem.

W defensywie zaś sytuacja wygląda inaczej. Tutaj problem dotyczy całej linii, a nie tylko jednego zawodnika. Liverpool poprzedni sezon zakończył dopiero na piątym miejscu w Premier League, a jedną z ich największych słabości była właśnie niestabilna obrona. Ekipa prowadzona ówcześnie przez Arne Slota straciła aż 53 bramki, co jest drugim najgorszym wynikiem w górnej części tabeli. Andoni Iraola obejmował drużynę świadomy tego problemu i jednym z jego najważniejszych zadań jest naprawa defensywy i przywrócenie odpowiedniej intensywności oraz organizacji bez piłki.

– Choć w obronie pojawiło się też kilka nowych twarzy, to nie są to gotowe produkty. Dla Jeremy’ego Jacqueta to będzie debiut na dużej scenie i to jeszcze po wielomiesięcznej przerwie. Giovanni Leoni również wraca po poważnym urazie i w zasadzie dopiero po roku od transferu będzie stawiał swoje pierwsze kroki w Premier League. Do Liverpoolu przybyli również Ndiaye oraz Ndukwe, ale pierwszy jest zupełnie niedoświadczony w dorosłej piłce, a drugi uda się na wypożyczenie ze względu na brak otrzymania zgody na pracę w UK (szkoda, bo w sparingach wyglądał świetnie). Na Joe Gomeza niestety od lat nie można liczyć, więc naszą najpewniejszą opcją w środku jest 35-letni Virgil van Dijk. 

– Na bokach obrony wcale nie jest lepiej. Po lewej Milos Kerkez, którego pierwszy sezon nie był do końca udany i Kostas Tsimikas, o którym podobnie jak w przypadku Joe Gomeza można rozmyślać: co on tu jeszcze robi? Choć Węgier w miarę upływu sezonu wyglądał coraz lepiej, to obecność Greka w Liverpoolu jest co najmniej absurdalna.



– Prawa strona teoretycznie zajmowana jest przez Frimponga i Conora Bradley’a. Teoretycznie, bo Holender nie jest obrońcą, a Bradley przez jeszcze dłuższy czas będzie niedostępny. Dlatego też myślę, że bardzo często będziemy widywać tam nasz nowy nabytek w postaci Ronalda Araujo, który został sprowadzony z Barcelony na zasadzie wypożyczenia. To bardzo ważne wzmocnienie, bo może nam on zapewnić grę na środku i na boku obrony, ale czy ta gra będzie na odpowiednim poziomie? Na pewno w PL odnajdzie się lepiej niż w LaLiga, ale nie zapominajmy o jego problemach mentalnych.
I tutaj pojawia się nam największa różnica między obiema kwestiami. Brak Isaka można próbować rekompensować indywidualną jakością innych zawodników. Problemu defensywy rozwiązać się w ten sposób nie da. Nawet jeśli VVD będzie w nieziemskiej formie to i tak będziemy tracić bramki przez błędy w ustawieniu, brak asekuracji czy problemy po jakiejś głupiej stracie piłki innych zawodników i będzie to wpływało na resztę zespołu.



– Tym bardziej że styl Iraoli może ten problem uwydatnić. Liverpool ma grać wysoko i agresywnie, z dużą ilością zawodników zaangażowanych w pressing. To daje możliwość odbioru piłki wysoko i tworzenia większej liczby sytuacji, ale jednocześnie wymaga perfekcyjnej organizacji po stracie. Im wyżej ustawiony jest zespół, tym większa przestrzeń zostaje za linią obrony. Jeden błąd będzie kosztować znacznie więcej niż w bardziej zachowawczym systemie. Okres przygotowawczy pokazał, że ten proces wciąż trwa. Potrafiliśmy zdobywać bramki i prezentować bardzo dobry futbol ofensywny, ale zdarzały się też momenty utraty kontroli.

Oczywiście ktoś może powiedzieć, że wszystko zaczyna się od Isaka. Liverpool zapłacił za niego 125 mln funtów i właśnie po to, żeby mieć napastnika, który potrafi samodzielnie przesądzać o losach meczu. Jeżeli Szwed będzie zdrowy to zyskamy naprawdę wiele, ale jak wypadnie na dłużej, ciężar zdobywania bramek będzie musiał przejąć cały zespół. 

– Najważniejsze jest jednak, że nadal będziemy mieć Barcolę, Rio, Flo, Mbaye lub Gakpo (jeżeli zostanie), którzy mogą przejąć część jego obowiązków. Natomiast jeśli obrona ponownie będzie przez cały sezon traciła bramki z przysłowiowej d..., to nawet najlepsza ofensywa może nie wystarczyć. Liverpool nie musi mieć idealnego zmiennika dla Isaka, ale musi mieć stabilną defensywę. Nie chodzi tylko o znalezienie czterech najlepszych obrońców, ale o stworzenie jak najlepszej i w pełni funkcjonującej linii obrony. Mamy wystarczająco dużo jakości z przodu, żeby walczyć o najwyższe cele, ale bez poukładanej defensywy nawet zdrowy i w świetnej dyspozycji Alexander Isak może nie wystarczyć. 

Daniel, Anfieldium


Czy to może być czas, kiedy realnie Manchester United będzie bardziej stabilny niż Liverpool?

– Jeśli oceniamy stabilność klubu przez pryzmat ciągłości pracy pionu sportowego, to przy ogromie zmian w Liverpoolu można się pod takim stwierdzeniem podpisać. Sam jestem ciekawy kierunku, w którym pójdą The Reds. W Manchesterze United, choć to dalej wczesny etap nowej władzy, widać pewien klucz. Po przebudowie ataku, teraz skupili się na linii pomocy. Nie działają pochopnie na rynku, za wszelką cenę chcą sprowadzać piłkarzy za realną według nich stawkę. Operują jednak w innych realiach niż Liverpool, na Old Trafford trzeba jeszcze sporo rzeczy wyprostować pod względem finansowym. 

– Pod kątem czysto piłkarskim Liverpool wchodzi w ten sezon z niemal czystą kartą. Czekamy na w pełni gotowego Isaka, czekamy na role, jakie Andoni Iraola powierzy Wirtzowi, czekamy na pomysł na prawą stronę i konkretne zestawienie w obronie. Nie powiedziałbym jednak, że będzie to sezon bardzo burzliwy dla Liverpoolu. Adaptacja do stylu nowego trenera będzie oczywiście wymagała czasu, pojawią się gorsze momenty, może nawet sam początek będzie bardzo wymagający, ale uważam, że mieszanka materiału i nakreślonego planu jest obiecująca. 

– Obaj trenerzy jeszcze czekają na uzupełnienie składu, obaj mają za sobą dopiero pierwszy okres przygotowawczy. Mimo że Michael Carrick przepracował z drużyną pół sezonu, to jednak zastał ją w zupełnie innej sytuacji. Co innego ratować sezon, budować na pewnej odwilży, na serii zwycięstw, a co innego zacząć pełen sezon, który poprzedzały Mistrzostwa Świata. Myślę, że oba kluby są mniej więcej na podobnym etapie, ale więcej znaków zapytania stawiam przy Liverpoolu. Głównie dlatego, że odchodzą z klubu ludzie bardzo zasłużeni i bardzo ważni w kształtowaniu strategii. Adrian Olek, TOP4Podcast



Czy Liverpool dobrze postępuje trzymając piłkarzy jak Gomez, Bradley zamiast atakować rynek w poszukiwaniu nowych i czy nie odbije się to czkawką w sezonie...

– Czy popełnia błąd? Zdecydowanie tak. Jednocześnie wiem, że klub może mieć problemy ze znalezieniem odpowiednich zawodników w to lato. Dotychczasowe ruchy nie napawają optymizmem. Podejrzewam, że jeśli Liverpool chciałby szukać dodatkowych zawodników na prawą obronę (uważam, że powinien) to tych problemów z transferami byłoby jeszcze więcej. Joe Gomez nie daję żadnej gwarancji. Często wypada na kilka tygodni, wszyscy to doskonale wiemy. 

– –Bradley wraca po długiej kontuzji i jego forma będzie jedną wielką niewiadomą. Możemy mówić, że przed urazem wyglądał dobrze, ale czy będzie tak samo dobrze po? Tego nie wiemy. Liverpool powinien wzmocnić defensywę mimo wszystko. Quansah, który wydawał się oczywistą opcją i krążyły plotki o jego przejściu do Arsenalu ostatecznie zostaje w Niemczech. W jego przypadku przyanajmniej nie byłby potrzebny żaden dodatkowy scouting. No, ale nie przyjdzie. Czy to błąd? Tak, brak kupna dodatkowych obrońców może nas sporo kosztować. Widzę natomiast, że Liverpool nie potrafi zastąpić Salaha. Podejrzewam, że zastąpienie środkowego i prawego obrońcy również byłoby dla nich dużym problemem. Może to wiele kosztować. Jan Piekutowski, Meczyki.pl

Na czym Liverpool może realnie opierać nadzieję na dobry sezon...

– To nie jest łatwe pytanie (śmiech). Na pewno na tym, że moim zdaniem zawodnicy ściągnięci w zeszłył sezonie poradzą sobie lepiej w tym. Poprzedni z wielu powodów był nieudany, ale tutaj już wymówki się skończyły. Możemy spoglądać na kontuzje Isaka, zmianę miejsca życia w przypadku Wirtza, Frimponga czy zmianę stylu gry u Kerkeza. Dzisiaj jednak nie możemy już o tym mówić. Kerkez dodatkowo będzie grał u swojego poprzedniego menadżera. 

– Jeśli szukałbym argumentów na dobry sezon, to zeszłoroczne, głośne transfery wypalą po tym czasie, czyli w tym. Isak może rozegrać sezon bez kontuzji, Wirtz przy Iraoli może odżyć. Boki obrony przy nowym trenerze powinny prezentować się znacznie lepiej niż w poprzedniej kampanii. W tym bym upatrywał nadziei. Jestem bardzo ciekaw jak Iraola poradzi sobie w znacznie większym klubie, przy większym natężeniu spotkań, ze znacznie większą presją otoczenia. Wiemy, że jest to trener lubujący się w treningu, pressingu, ale też w konsekwencji taktycznej. Ciekawi mnie jak szybko uda mu się to zaimplementować w drużynę Liverpoolu. Znaków zapytania oczywiście jest dużo, ale są elementy, na których można bazować. I myślę, że wszystkich transferach z zeszłego lata klub powinien oprzeć swoje wymagania. Maciej Łuczak, Canal+

Czy Elliott to jeszcze piłkarz na miarę Premier League i czy Aston Villa może zagrozić Liverpoolowi w walce o TOP4...

– Harvey Elliott to wyjątkowo przykry przypadek kariery, która została spowolniona przez kilka nieprzemyślanych decyzji, które wydarzyły się w nieodpowiednich okolicznościach. Gdy trafiał do Villi sam mocno wierzyłem w tego chłopaka, mimo że był to transfer Monchiego, a nie Emery'ego. Nieszczęsny zapis w umowie sprawił, że nie mógł dostawać minut, albo klub musiałby go kupić, a wszyscy wiedzą jak delikatna jest aktualna pozycja finansowa klubu z Birmingham. Elliott zdążył też już zagrać w tamtym sezonie zarówno dla Liverpoolu i Villi, więc nie mógł już grać do końca rozgrywek w żadnym innym klubie w Europie. Liverpool nie chciał się zgodzić by skrócono wypożyczenie — musieliby mu wtedy płacić pełną pensję. Osobiście podziwiam Anglika za profesjonalizm, jaki zachował w tej sytuacji. Ciągle trenował, nie udał się do mediów by sprzedać swoją historię, nie obciążał nikogo o tę sytuację. Ale musiało odbić się to na nim mentalnie, na kilku nagraniach z tego lata widziałem, że pojawił się u niego delikatny brzuszek, co na pewno jest spowodowane całą sytuacją. To chyba za dobry piłkarz, żeby zniszczyło mu to całą karierę, ale z pewnością nie osiągnie już tego poziomu, który był u niego możliwy jeszcze rok temu, chociaż bardzo mu tego życzę. Gdyby ta historia skończyła się z nim jako gwiazdą ligi byłbym szczęśliwszy z tego powodu. No ale nie tylko o Elliotta mnie pytałeś, więc czas przejść do sedna. 

– Czy Villa może namieszać w TOP4? Hm. Chyba tylko szaleniec mógłby tak uważać, po letnim rozbiorze klubu. Ale jestem nieco szalony, Emery zresztą też. Jednak Bask ma w sobie to coś, co sprawia, że trudno jest stawiać przeciwko niemu. Ci, którzy dotychczas próbowali zazwyczaj fatalnie przestrzelali. Czy teraz będzie inaczej? Z pewnością są ku temu argumenty. Aż 6 piłkarzy z pierwszej jedenastki na finał Ligi Europy może nie być w klubie na nowy sezon. Ich następcy nie są tak imponujący, jak ci, których kluby big6 ściągają za setki milionów. Mimo wszystko, jakby to ująć. Wolę żeby lew przewodził stadzie baranów niż baran stadem lwów. Emery to specjalista w swoim fachu, a Villę doprowadził do tego miejsca nie pieniędzmi wydanymi na transfery, tylko pracą u podstaw. No bo co z tego, że sprzedaliśmy za więcej niż kupiliśmy, nowe nabytki są niesprawdzone, z naszej ekipy wyjęto kręgosłup drużyny. Dla Villi to nic nowego — nieustannie się to dzieje odkąd Emery przejął stery. A jednak ciągle znajduje sposoby żeby oszukać przeznaczenie. Czy to xG, czy z piłkarzu przeciętnych robienie gwiazd zespołu i użytecznych żołnierzy? Skoro udawało mu się to wcześniej to, czemu nie teraz? O TOP4 na pewno będzie ciężko, zwłaszcza przy łączeniu ligi z występami w Champions League, trudno mi jednak nie mieć przekonania, że do końca sezonu będziemy w grze o puchary. Może nawet i o te cztery najważniejsze miejsca. 
Maciej Caban, prywatnie kibic Aston Villi


Autor: Gall1892
Data publikacji: 21.08.2026