IPS
Ipswich Town
Premier League
04.09.2026
21:00
LIV
Liverpool
 
Osób online 8

Czas Curtisa Jonesa w Liverpoolu dobiega końca?

Artykuł z cyklu Artykuły


Na twarzach Curtisa Jonesa, Dominika Szoboszlaia i Kostasa Tsimikasa gościły uśmiechy, gdy pojawili się na boisku treningowym Chicago Fire. Cała trójka swobodnie rozmawiała i wymieniała podania, czekając na początek piątkowego treningu. Atmosfera była luźna i daleka od napięcia.

Trudno było dostrzec choćby ślad złej krwi po ich głośnej sprzeczce, do której doszło zaledwie półtorej doby wcześniej na Yankee Stadium.

Po środowym zwycięstwie 1:0 nad Wrexham wyraźnie wzburzony Jones od razu ruszył w stronę Szoboszlaia. Ich gorąca wymiana zdań na murawie trwała ponad dwie minuty. Wychowanek Liverpoolu nie krył irytacji, że po zejściu węgierskiego pomocnika z boiska na 13 minut przed końcem opaska kapitańska trafiła do Tsimikasa, a nie do niego.

Tsimikas, który tego lata wrócił na Anfield po rocznym wypożyczeniu do Romy, razem z Szoboszlaiem próbował uspokoić rozwścieczonego Jonesa podczas pomeczowego okrążenia stadionu, jednak bezskutecznie. W pewnym momencie sfrustrowany reprezentant Grecji zdjął opaskę i rzucił ją na murawę, a Jones podniósł ją z ziemi.

Nagranie zarejestrowane przez kibiców błyskawicznie obiegło media społecznościowe. Podczas czwartkowej konferencji prasowej w Chicago Szoboszlai zręcznie uniknął odpowiedzi na pytanie dotyczące całego zajścia.

– Z drużyny odeszło kilku zawodników. Może nie należymy jeszcze do najstarszych, ale jesteśmy tutaj od dawna i wszystkim nam zależy na tym, co najlepsze dla klubu i dla siebie nawzajem – powiedział. – Mamy kapitana w osobie Virgila van Dijka i będziemy podążać za nim oraz za tym, co mówią on i trener.

Osoby zajmujące wysokie stanowiska w klubie, które wypowiedziały się anonimowo, by chronić swoją tożsamość, przekonują, że podobne spięcia są czymś normalnym w środowisku sportu na najwyższym poziomie. Zwykle jednak dochodzi do nich za zamkniętymi drzwiami szatni. Według tych źródeł nieporozumienie zostało szybko wyjaśnione, a wspólna postawa zawodników podczas piątkowego treningu tylko to potwierdziła.

Nie zmienia to jednak faktu, że cała sytuacja nie stawiała Liverpoolu w dobrym świetle. To, że emocje sięgnęły zenitu z powodu opaski kapitana na końcówkę sparingu z rywalem z Championship, wiele mówi o tym, w jakim momencie kariery znajduje się dziś Jones.

Niepewność wokół jego przyszłości nie ustępuje. Jak poinformował w piątek The Athletic, Inter ponownie ruszył po 25-letniego pomocnika. Po odrzuceniu czerwcowej oferty opiewającej na 25 milionów euro (21,7 mln funtów; 28,7 mln dolarów), mistrzowie Włoch przekazali za pośrednictwem pośredników, że są gotowi zapłacić już 35 milionów euro.

Liverpool wycenia Jonesa na około 40 milionów euro, dlatego coraz bardziej prawdopodobne wydaje się osiągnięcie kompromisu. Do końca jego kontraktu pozostał niespełna rok, a rozmowy o nowej umowie nie przyniosły żadnych postępów, więc rozstanie zaczyna mieć sens dla wszystkich stron.

Jones, który jeszcze przed listopadową decyzją Thomasa Tuchela należał do reprezentacyjnego otoczenia Anglii, marzy o tym, by być postrzeganym jako jeden z czołowych pomocników, a nie jedynie wartościowy zawodnik szerokiej kadry. Trudno jednak wyobrazić sobie, by osiągnął to pod wodzą nowego szkoleniowca Andoniego Iraoli. Od debiutu w pierwszym zespole w 2019 roku rozegrał dla Liverpoolu 228 spotkań we wszystkich rozgrywkach, ale aż 89 z nich – blisko 40 procent – rozpoczął na ławce rezerwowych.

Najwyraźniej odebrał jako afront fakt, że po zejściu Szoboszlaia w Nowym Jorku opaska trafiła do Tsimikasa. Grek pełnił już zresztą tę rolę podczas pierwszego sparingu z Sunderlandem w Nashville, gdy zastępujący kapitana Joe Gomez przekazał mu opaskę przed opuszczeniem boiska z powodu urazu.

Nie wiadomo, czy w środowy wieczór Szoboszlai działał zgodnie z instrukcjami Iraoli. Tsimikas jest od Jonesa o pięć lat starszy, ale pod względem pozycji w drużynie i osiągnięć w barwach Liverpoolu trudno uznać go za bardziej zasłużonego. Sam Jones wcześniej trzykrotnie wyprowadzał mocno przemeblowane składy Liverpoolu jako kapitan w oficjalnych spotkaniach.

Jeszcze w ubiegłym tygodniu Iraola przyznał, że nie podjął decyzji, kto zostanie nowym wicekapitanem po odejściu Andy'ego Robertsona. Biorąc pod uwagę, że baskijski szkoleniowiec podkreślał również, iż „nie potrzeba opaski, by być liderem”, można przypuszczać, że całe zamieszanie w Nowym Jorku wprawiło go w równie duże zdziwienie jak wszystkich pozostałych.

Największym faworytem do roli zastępcy Virgila van Dijka pozostaje Szoboszlai. Pod nieobecność holenderskiego lidera były pomocnik RB Lipsk znakomicie wywiązuje się z tej roli podczas amerykańskiego tournée. Jest wsparciem i mentorem dla młodszych zawodników, a na treningach każdego dnia wyznacza standardy, którym reszta zespołu stara się dorównać.

Piątkowy trening był ciekawą lekcją tego, jak pracuje Andoni Iraola. Piłkarze Liverpoolu pojawili się na boisku chwilę po tym, jak nowy zawodnik Chicago Fire, Robert Lewandowski, zakończył serię ćwiczeń strzeleckich.

Jeremy Jacquet trenował indywidualnie na siłowni. Klub wciąż ostrożnie zarządza obciążeniami francuskiego stopera, który od lutego nie grał z powodu operacji barku. Na razie nie wiadomo, czy znajdzie się w kadrze na niedzielny mecz z Leeds United na Soldier Field.

Do zajęć wrócił Federico Chiesa, który opuścił spotkanie z Wrexham z powodu choroby. Z boku trening obserwowali natomiast kontuzjowani Conor Bradley i Joe Gomez.

Po rozgrzewce zawodnicy zostali podzieleni na trzy grupy i rozpoczęli grę w rondo pod okiem Iraoli oraz jego asystentów z pierwszego zespołu – Tommy'ego Elphicka i Shauna Coopera. Ćwiczenie odbywało się na dwa kontakty, a Iraola co jakiś czas przerywał grę, by zwrócić zawodnikom uwagę na ustawienie ciała w momencie przyjęcia piłki.

Za każdym razem, gdy odpowiedzialny za przygotowanie motoryczne Pablo de la Torre używał gwizdka, piłkarze musieli wykonać sprint do końca boiska i z powrotem, po czym natychmiast wracali do gry w rondo.

Trening oglądało około 200 gości VIP. Obecny był także prezes Fenway Sports Group Mike Gordon, który po odejściu Michaela Edwardsa ze stanowiska dyrektora generalnego ds. piłki nożnej FSG ponownie przejął nadzór nad bieżącym funkcjonowaniem Liverpoolu. Gordon będzie również obecny na niedzielnym meczu.

Po rondach przyszedł czas na dynamiczne ćwiczenie z udziałem trzech drużyn i trzech bramek ustawionych w wierzchołkach trójkąta. Zadaniem każdego zespołu było wymienić jak najwięcej podań, zanim rywale odbiorą piłkę, agresywnie doskakując do pressingu. W danym momencie rywalizowały tylko dwie drużyny, podczas gdy trzecia mogła przez chwilę złapać oddech.

Najpierw zespół w czarnych znacznikach pressował zawodników w czerwonych, następnie ci w żółtych ruszali na ekipę w czerni, a potem czerwoni naciskali żółtych. Schemat powtarzano bez końca.

– Szybciej, szybciej! – krzyknął w pewnym momencie Iraola.

Intensywność ani na moment nie spadała.

Podobnie wyglądała gra treningowa dziewięciu na dziewięciu na zmniejszonym polu. Ograniczona przestrzeń wymuszała nieustanny ruch bez piłki i błyskawiczne tempo wymiany podań.

W tym samym czasie mniejsza grupa zawodników – Florian Wirtz, Alexander Isak, Jeremie Frimpong, Milos Kerkez, Kieran Morrison, Stefan Bajčetić i Josh Sonni-Lambie – pracowała z Elphickiem i Cooperem nad stałymi fragmentami gry.

Iraola jest trenerem, który aktywnie uczestniczy w każdym elemencie zajęć. Każdy trening wykorzystuje do maksimum, starając się jak najlepiej przekazać zawodnikom swoje założenia. Z pewnością cieszy go również to, że po wybuchu emocji w Nowym Jorku atmosfera wokół zespołu znów się uspokoiła.

James Pearce



Autor: Bartolino
Data publikacji: 02.08.2026